poniedziałek, 8 września 2014

Woda czy ogień, wszystko jedno

Dziś napiszę krótko, ale aktualnie.

Od paru dni wybieram się do Smoczegomostu, bo mam tam coś do zrobienia, no i nie mogę dotrzeć. Skądkolwiek próbuję, robi się za stromo... Już mnie to denerwuje.
A dziś w tej okolicy zaatakował mnie dodatkowo smok. Byłem na koniu, uciekłem w dół, do rzeki. No i jestem zupełnie zanurzony w jednym wodospadzie, gdzieś u góry atakuje smok, a ja... się palę. Zanurzony w wodzie się palę... Co za niedoróba...

Niedługo później zresztą załatwiłem tego smoka jego własną bronią. Mimo że był nad brzegiem, trochę zamoczony, udało się go spalić. A jak wiadomo, jak umiera smok, to jego ciało zaraz się pali, jakby było z papieru, i zostają z niego tylko kości. No więc jak zginął, podpłynąłem szybko blisko i obserwowałem jego łeb i szyję, zupełnie w wodzie. No i tak samo się spalił, pod powierzchnią wody... Taka fizyka.

Minął dzień
Ok, załatwiłem sprawę w Smoczymmoście. A właściwie w punkcie widokowym. Rzeczywiście widokowym, bo widok stamtąd (na północ) jest śliczny, widać widełki dwu rzek. Zresztą wiele jest takich miejsc, wysoko położonych. Kiedyś może jakoś je zbiorę i pokażę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz