Niedługo będą 3 miesiące, jak gram, i muszę przyznać, że tych przygód, miejsc i przeżyć jest tak dużo, że już dawno przestałem relacjonować je na bieżąco. Każdy kto będzie w Skyrimie, wie, że tak jest. Musiałbym dziennie godzinę pisać co robiłem. Zresztą w necie są takie walkthoughy.
A ostatnio też trochę gram mniej, bo i nowa praca i zmęczenie ogólnie, czasem człowiek jest chory - jak teraz...
Ale właśnie zdecydowałem się na zaproszenie do Grona moich czytelników paru nowych fajnych osób:
- Marcina z Krakowa, mojego kolegi ze studiów i z pracy; przy okazji pozdrawiamy Tytusa, jego syna, który jest w "drodze"*;
- Marty, też z Krakowa, świetnej wokalistki, z którą śpiewało się tu i ówdzie
- Emilii - koleżanki z mojej nowej pracy, choć ona jedzie sobie na Erazmusa, więc pewnie zaglądać nie będzie.
Tak przy okazji sięgnę pamięcią wstecz i prześledzę swoją karierę w Skyrimie. Zacząłem oczywiście od Białej Grani, ale od samego początku włóczyłem się trochę po płaskowyżach Dzielnicy i łapałem się różnych robót. Poznawałem przepiękną krainę i robiłem różne rzeczy, często questy poboczne. Taki mam styl. Dopiero gdy dopadł mnie Wojtek chyba na 1. gamer party - zmusił mnie do zabicia pierwszego smoka, a nawet powiem więcej: zabił mi go za mnie. Zresztą były przygody, bo smok mi się zaciął. :-)
Potem jakoś udałem się do dalekiej Samotni, żeby było nieklasycznie i zacząłem tam załatwiać sprawy, aż do momentu gdy jarlowa zaproponowała mi pozycję tana. Wszystko pięknie-ładnie, ale pozycja ta kosztuje, bo do tego trzeba sobie kupić dom. Wtedy jeszcze nie było mnie na to stać, bo to było chyba 8000. Teraz nie wspomnę, ile takich domów mógłbym mieć, ale nie kupuję.
Potem długo, długo nic, a potem po jakimś czasie udałem się do Pękniny. Już teraz nie pamiętam, dlaczego właśnie tam, pewnie jakiś quest mnie tam zagnał. Wtedy zaczęły dochodzić do mnie słuchy o gildii złodziei i gildii zabójców, które zresztą przez jakiś czas jak wiadomo mi się mieszały.
Dość niedawno musiałem udać się do Markartu, ale klimat tego miasta niezbyt mi odpowiada, co opisuje.
Jak lew bronię się przed poczytalnym zachowaniem, czyli udaniem się do Zimowej twierdzy - tam, gdzie dalej studiuje się magię. Tak mi się porobiło, że zdecydowanie najmocniej walę z łuku i z ukrycia. Nawet ostatnio się uwziąłem i nie walczę łukiem, tylko magią, żeby ją sobie podćwiczyć, ale te moje płomienie, ewentualnie mróz nie są specjalnie silne. Ale wzywam sobie atronacha ognia i razem z Lydią są mocną drużyną. Tylko nie wiem, czy wtedy mi się rozwija magia.
Tak że już niedługo się przemogę i pójdę do akademii magów.
Ostatnio Asia zadała mi wielki projekt audiobukowy: żeby nagrać całą serię tych opasłych tomów. Ale ja naprawdę nie wiem, czy jestem w stanie czasowo. Ale oczywiście za zainteresowanie dziękuję i coś będę próbował.
A w międzyczasie trwa finał siatkarskiego mundialu, Na razie idealnie równo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz